Co Ty robiłeś 20. stycznia późnym wieczorem? Mnie przywitał krakowski dworzec autobusowy, a na nim czekająca już banda przyjaciół – Fabian, Keedo, Paulina, Baran, Kubik i Mardok1. Otoczeni mroźnym powietrzem i bagażami wyczekujemy autokaru do miasta stołecznego krainy Węgier – Budapesztu. Z miejsca wszystkim polecam usługi przewoźnika „Orange Ways” – autokary wyposażone w bezprzewodową sieć Wi-Fi; wygodne, rozkładane fotele i wszelkie luksusy klasy drugiej. Nadjechał. Z już bolącym od śmiania brzuchem zajmujemy cały tył autokaru i ruszamy w naszą pomarańczową trasę. Po drodze rozmawiamy na ogrom tematów – nie unikając przy tym kolejnej dawki śmiechu. W tak przyjaznej, rodzinnej wręcz atmosferze rodzi się spontanicznie nazwa naszego projektu, jakim zamierzamy wystartować na międzynarodowych zawodach „The Jam Chapter 4 Explosive”. Co ma wspólnego kiełbasa z miastem Boston, masażem i przekazem? Zaraz się okaże. Trasa minęła sprawnie, bez przeszkód i szybko. Za szybko. Na Węgrzech też zima, a my już o 5-tej nad ranem zawitaliśmy do lokalnego metra. Sprawdźcie koniecznie film produkcji węgierskiej „Kontrolerzy”, a dowiecie się, co mam na myśli pisząc „lokalne metro”. Całe szczęście język węgierski okazał się nam łaskawszy, niż przypuszczałem, choć początkowo sprawiał nam dużo problemów. Z czasem sprawiał nam już tylko powody do śmiechu. Po kilkugodzinnej trasie, chciałoby się Tobie zwiedzać o 5-tej nad ranem? Wątpię. Tak, jak i nam. Z przesiadkami docieramy do miejsca zawodów, a jadąc tak sobie podmiejskim pociągiem obserwuję wschód słońca nad miastem „Chłopców z placu broni”.

 

Arrival


Dora Aitner – b-girl z legendarnego Suicide Lifestyle Crew – organizator dzisiejszego przedsięwzięcia, wita nas przy wejściu do event spot. Całe szczęście okazała się bardzo dobrym człowiekiem i na tyle wyrozumiałym, że udostępniła nam pokój z sofami do naszej dyspozycji, zatem kilka godzin regeneracyjnego snu spadło nam z nieba. Miejsce eventu? Placówka podzielona na kilka części – samo miejscem gdzie odbywały się bitwy (w połączeniu z prostotą świateł) robiła undergroundowy hip-hopowy klimat. Swoje dołożył do niego znany reprezentant Horsepower – DJ Woo-D, promując przy tym swój nowy mixtape. Sponsorem głównym imprezy była marka „Sprite”, zatem jak się domyślasz, wszędzie było mnóstwo gazowanego napoju i banerów z cytrynką. InTact i Tasmanio z Ukrainy, ale również legendarna postać ze sceny węgierskiej byli odpowiedzialny za werdykty. Miejsc na kół było wystarczająco – w końcu był to jam, a na kołach Dorze zależało najbardziej. W holu rozstawił się BBoyspot Europe, wokół którego zawsze ktoś chodził i w którym zawsze ktoś szperał.

 

The Jam


Nadszedł czas eliminacji. Zasady były konkretne: nieograniczona liczba osób w ekipie, zero rutyn, czas bitwy – około 8 minut. Z Polski przybyli również reprezentanci Bruk Style oraz Eudezet Skillz. Po pierwszej rundzie sędziowie nie okazywali werdyktów, zaś na koniec wybierali szesnastkę najlepszych, którzy przeszli do kolejnej rundy. Zatem runda po rundzie przechodziliśmy dalej, udając się w przerwie na szybkiego chińczyka. Podeszliśmy do tego dość poważnie. Każdy wiedział i miał świadomość tego, co przed nami, co – mimo wszechobecnego zajebistego klimatu – pozwalało nam na mega skupienie. Tak udało nam się pokonać połączone siły najlepszych ekip na Węgrzech – Suicide Lifestyle Crew oraz legendarnego Enemy Squad – czy słowackie Hasta La Muerte. Finał bardzo polski – stanęliśmy naprzeciw reprezentantów Łodzi. Około 15-stu minut solidnej walki i czasami niepotrzebnych złych emocji. Wszystko – na szczęście – wyjaśnione. 3:0 to finałowy werdykt na korzyść Sausage Messagechusetts (Breaknuts & Sinior Skład Family).

 

Mardok1


Stojąc z nimi w jednej linii czułem się mega pewnie. Współpraca w trakcie trwania bitwy była przejrzysta i bez komplikacji, przy tym nie zapominaliśmy o havin’ fun, które poprowadziło nas do końca. Czułem duże wsparcie. Znamy się nie od dziś, od lat jesteśmy przyjaciółmi w życiu, rywalami na parkiecie, dobrymi ludźmi wobec siebie i taki stan rzeczy zaowocował – stojąc właśnie w jednej linii. Szczerze i mocno dziękuję Wam za to. Miałem okazję poznać Wasze podejście do bitew, uzupełniać się nawzajem. Miałem okazję napieprzać w kołach, co kocham najbardziej – szczególnie z braćmi z ekipy. Przypomina mi się teraz akcja, gdzie podczas jednej z walk przeciwnikowi (w trakcie seta) spadł but, na co spontanicznie zareagował - ściągając drugiego buta. W efekcie tańcząc w samych skarpetkach. Na to Mardok1 ściągnął swoje buty, podrzucając je przeciwnikowi na środek parkietu. Za nim ściągnął Baran, Keedo, ja, aż w końcu wszyscy. Mega!

 

Winners


Całodobowy McDonald’s częstuje nas kolacją, a przed nami kilka godzin koczowania w oczekiwaniu na autokar do Krakowa. Planowy wyjazd – 6:00. Ten czas spędzony na rozłożonej macie baletowej w korytarzu uważam za bezcenny. Trzydziestoletnia Pani organizator kręci banię w holu na naszą prośbę, Keedo sprzedaje kawał o Jaźwie, nikt nie odlicza czasu. Nieco wyziębieni wsiadamy do autokaru, zapadając w sen. Oby więcej, oby więcej takich tripów. Sausage Messagechusetts in the making!

 

 

 

Moje eventy

16.01.2012 / By:Skoora

2012/05/18 - Rock The Top

16.01.2012 / By:Skoora

2012/05/19 - Sami Swoi

28.12.2011 / By:Skoora

2012/05/27 - R16 Europe

28.12.2011 / By:Skoora

2012/05/30 - Trip to China

21.07.2011 / By:Skoora

2012/06/09 - What You Got

21.07.2011 / By:Skoora

2012/05/16 - Rock The Top

21.07.2011 / By:Skoora

2012/06/17 - Rock The Top